LadyCashback.pl
  • Wszystkich wizyt: 109695
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 2136

Wyjaśnienie

Żeby nie było niedomówień, pomówień i złych języków ludzkich oświadczam wszem i wobec co następuje:

1. Blog ten pisany jest językiem potocznym z dużą zawartością łaciny (bynajmniej nie klasycznej a podwórkowej) dlatego osoby wrażliwe proszone są o natychmiastowe kliknięcie na krzyżyk widoczny w prawym górnym rogu ekranu.

2. Nie zamierza się na tym blogu prosić o litość ani inne wyrazy, ze współczuciem włącznie. Babsztyl, którego żywot nędzny jest tu opisywany jest pod ochroną Anioła Stróża - moczymordy i pijaczyny, który trzeźwieje dokładnie w chwili, gdy na nią zwalają się wszystkie klęski z plagami egipskimi włącznie i coś tam paluchem zamiesza, a potem zaiwania do monopolowego, kupuje, schlewa się jak prosie ostatnie i zasypia z morda w sałatce.

3. Kobieta pisząca tego bloga to kawał suki, ale zdaje się, że posiada mimo swojej niechęci odrobinę serca i wrażliwości, z naciskiem na odrobinę. Potrafi wywalić prosto w ślepia, pocieknąć jadem i szczerze mówiąc ma w dupie czy się to komuś podoba czy nie.

4. Na komentarze odpisuje, bez względu na to, czy musi się pounosić na chmurze glorii i chwały, czy po kolana wleźć w błoto i gnojówkę.

5. Poza tym autorka jest kobietą do wzięcia, więc można składać propozycje matrymonialne, lecz należy się liczyć z jadowitą odmową, lub wyniesieniem na ołtarze tudzież opleceniem przez bluszcz ( też jadowity).

6. W przydomowym ogródku autorki hodują się: dzieci w ilości szt 2, płci obojga, kota - oficjalnie Felicja, na użytek domowy : Kocia_Dupa oraz pies, znaczy suka, rasy sznaucer mini, przez zaprzyjaźnionych zwana Tośką, obcy wołają do niej Antonina.

7. Poza tym przychówkiem (nie oszukujmy się, niemałym) w dorobku autorki jest również parę kutafonów, gnojków, chujków i innych robali toksycznych, ponieważ autorka ma wielką zdolność przyciągania wszelakiej maści debili, kretynów, pojebów i psycholi.

8. Najprawdopodobniej w stanie wolnym dotrwa do końca dni swoich, gdyż facet, z którym byłaby mogła spędzić życie nie istnieje, lub takie rzeczy tylko w Erze. A żaden inny nie będzie miał na tyle wyrozumiałości, cierpliwości i miłości, żeby z nią wytrzymać. Amen!



Memory

Datownik

Listopad 2017
P W Ś C P S N
« cze    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Tagi

ODCINEK PIERWSZY – Z PRACY DO PRACY

 

Urwałam na wakacjach z Olą, pracowałam wtedy u kretyna. Serio! Facet cierpi na jakąś manie prześladowczą, wszyscy są przeciwko niemu, każdy z pracowników tylko czeka i knuje jak go doprowadzić na skraj bankructwa, a sam zamiast inwestować w firmę, rozwijać ją, i dbać o personel, to przygruchuje coraz młodsze panienki i gzi się z nimi na oczach pracowników. Przynajmniej płacił na czas, ale kurwa jak dostawałam wynagrodzenie, to nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Na waciki ledwie starczało.
Jakby nie było gość doprowadził mnie na granice wytrzymałości, musiałam wrócić do tabletek podnoszących serotoninkę a w końcu stwierdziłam, że moje zdrowie jest ważniejsze niż imaginacje kretyna.
Po miesiącu walki ze sobą i z idiotą stwierdziłam, że dość i podziękowałam panu za współpracę. Pan doktorek uprzejmie przychylił się do mojej prośby i posiedziawszy sobie na zwolnieniu ze dwa miesiące znalazłam prace marzeń!
Pracowałam jako asystentka dyrektora w sieci salonów meblowych. Litościwie nie wspomnę nazwy. Litościwie, bo po 3 miesiącach okraszonych nadprogramową premią dochodząca do 50% wynagrodzenia zaczęłam być solą w oku i kością w gardle prezesów. Nie podobało się, że z dyrektorem (swoją drogą bardzo na poziomie facetem) dogadujemy się bez słów albo w pól słowa i nagle, bez żadnych wcześniejszych objawów podziękowano mi za pracę, bo koleżanka córci prezesa, która się sprowadziła do Stolicy musiała mieć zatrudnienie.
Przysięgam, że dyrektor żegnał się ze mną z pianą na pysku. Jedyne co był w stanie wydukać, to to, że polityka personalna firmy jest dla niego zagadką. Na marginesie, tez już nie pracuje.
Do domu wracałam jak zoombie. Nawet nie pożegnałam się z ludźmi. To co się zadziało doleciało do mnie dopiero w poniedziałek, gdy rano zadzwonił budzik, a ja nie musiałam wstawać i nigdzie iść. Kurwa, potrzaskałam na szwach.
I od nowa: lekarz, leki, L4, terapia zwiększoną do 1 na tydzień. Ale już nie dałam się depresji. Przynajmniej nie do końca.
Gorzej było ze znalezieniem kolejnej roboty, ale na szczęście ZUS uprzejmie płacił.
Więc sobie siedziałam na zwolnieniu i byłam panią siebie. No prawie, bo tez byłam panią Pana Samochodzika i Endriu. W końcu obaj czuli się w obowiązku pomóc. I chwała i m za to. Na szczęście grafiki im się nie nakładały i nie musiałam kombinować, żeby się zdążyć z jednym pożegnać przed powitaniem drugiego  ;))))))
Pan Samochodzik dbał o rachunki i lodóweczkę i atrakcje alkoholowe, Endriu nie zapominał, żeby wpaść z dobrym piwem i żarciem dla kotów i żwirkiem. No po prostu extazka.
Co prawda muszę się poskarżyć, bo mi Endriu ostatnio mocno niedomaga. Nie dość, że dobiera się do mnie jak wychodzi – po cholerę nie wiem. Siedzi godzinę czy dwie, popijamy  piwko i nic, a jak jedną noga za drzwiami to mu się ma na amory. No kurwa!
W końcu nie wytrzymałam i sama przejęłam inicjatywę, ale pfffffff, miękka kita… Sik przerywany, masakra. To mówię panu, że czas do lekarza się udać i pozwolić sobie na ręczną penetrację analną, a ten mi na to, że on to lubi ale jak sam penetruje. Kurwa a co mi do tego, czy lekarz da się w rewanżu spenetrować! Niech się sami dogadują :D
Ale facet jak facet, nie przekonasz dopóki nie zacznie mieć problemów z przerostem pani P.

Pan Samochodzik ma w tej kwestii zupełnie inne podejście. Z ciekawości zapytałam czy się badał, to odparł, że tak jak mu na samolot, tak on odkąd skończył 4 dychy lata na kontrolę raz w roku, bo zbyt lubi swoją sprawność. I kurwa dobrze! Tez ją lubię :D
Nim zaliczyłam kolejną przeprowadzkę, to rano, po wizycie Pana Samochodzika odwiedziła mnie sąsiadka z pretensją, że ona tak nie ma! :D
Zazdrośnica :D

W kwestii mieszkania. Wynajmowałam półtora roku chatę przy centrum kurwa kulturalnym Ursynowa. Co weekend miałam pod oknami imprezy artystyczne. I fajnie jak grał np. Perfect, bo na balkoniku można było sobie posłuchać koncertu. Ale wyobraźcie sobie TEDE… No sorry. I to budowanie i rozbieranie sceny na dwie noce przed i dwie po. NOCE!!! I te niedobitki niedopite, które musiały do 5 rano przeżywać jeszcze to co usłyszały i miały imperatyw darcia mordy pod oknami… No kurwa nie. Jak się kończył sezon na koncertowanie to zaczynały się wczesno-sobotnie zawody i jakiś kretyn zawsze z przyspawanym megafonem, jąkając się i myląc próbował komentować niczym Szpakowski. To się można było wyspać jak cholera. Wszystkie okna na południe, więc w lecie można było zadusić się na śmierć. Okna można było otworzyć dopiero na noc. Odsłonić też. Masakra i kanał. Do tego proszę sobie dołożyć bar pod blokiem w którym oczywiście nie można palić więc na wszystkich dyskotekach towarzystwo tłumnie wywalało się na zewnątrz. A po skończonej dyskotece dyżurne samochody Warszawy na podrasowanych wydechach odpalały. Miałam dość.
Wystrój też kurwa na bogato. Mieszkanko mikre, bo całe 41 m2, klaustrofobiczne okropnie. Do tego tapety! Oesuuuuu, XXI wiek i tapety, tłoczone z wzorem na bogato i połyskujące w słońcu. Aż oczy bolały. U Olki w pokoju, sorry w komórce, bo nie można nazwać pokojem czegoś co jest mniejsze niż kuchnia i ma jakieś 6m2 jak się naciągnie miarkę do granic wytrzymałości też tapety, tez tłoczone ale tym razem nie w kwiecie a w plamy, maziaje. Klaustrofobia na maxa. Potem okazało się, że mamy nieproszonych gości w postaci prusaków, które nie robiły sobie nic z kredy, pryskania i innych cudów. Brrrrrrrr oraz feeeeee. Po półtora roku zaczęłyśmy poszukiwania czegoś lepszego. I znalazłyśmy!!!!
Ale o tym w następnym odcinku :D

Teraz mam coś lepszego do roboty. Zwłaszcza, że piszę z nóżkami na czyichś kolankach i jestem miziana i coraz ciężej mi się skupić :D

POWIEŚĆ W ODCINKACH CZYLI CZAS WRÓCIĆ – WPROWADZENIE

Czcigodni, wieki mnie nie było i co by nie gadać zatęskniłam. Miałam przez ostatnie miesiące taki młyn, że zaiwaniałam z pustą taczką bo nie było czasu załadować.
Postanowiłam zacząć, i się zobowiązać, bo jak wiemy z zobowiązań trzeba się wywiązywać, więc ten…
Do opisania mam tyyyyyyyle, że za Chiny Ludowe nie da rady na raz, bo kto by to kuźwa czytał?
Żeby ułatwić sobie i tym, którzy jeszcze wiernie zaglądają będe pisać w ratach. O ile okoliczności przyrody, których mi ostatnio nie brakuje nie wejda mi w paradę, to pierwszy odcinek już w weekend :D
Ale mówię Wam, zwariowane lotnisko, to przy moich ostatnich miesiącach pikuś.
No dobra zaczęłam, więc dalej też poleci.
Ale oszczegam, będzie pikantnie i bez ogródek, będzie słowotok i przerywniki, z resztąjak zawsze :D
Wkradnie się porno i duszno i kilka innych gatunków :D
Troszku straszno i troszku śmieszno.

Do zobaczenia w weekend :D

Im-Back