LadyCashback.pl
  • Wszystkich wizyt: 108018
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 2132

Wyjaśnienie

Żeby nie było niedomówień, pomówień i złych języków ludzkich oświadczam wszem i wobec co następuje:

1. Blog ten pisany jest językiem potocznym z dużą zawartością łaciny (bynajmniej nie klasycznej a podwórkowej) dlatego osoby wrażliwe proszone są o natychmiastowe kliknięcie na krzyżyk widoczny w prawym górnym rogu ekranu.

2. Nie zamierza się na tym blogu prosić o litość ani inne wyrazy, ze współczuciem włącznie. Babsztyl, którego żywot nędzny jest tu opisywany jest pod ochroną Anioła Stróża - moczymordy i pijaczyny, który trzeźwieje dokładnie w chwili, gdy na nią zwalają się wszystkie klęski z plagami egipskimi włącznie i coś tam paluchem zamiesza, a potem zaiwania do monopolowego, kupuje, schlewa się jak prosie ostatnie i zasypia z morda w sałatce.

3. Kobieta pisząca tego bloga to kawał suki, ale zdaje się, że posiada mimo swojej niechęci odrobinę serca i wrażliwości, z naciskiem na odrobinę. Potrafi wywalić prosto w ślepia, pocieknąć jadem i szczerze mówiąc ma w dupie czy się to komuś podoba czy nie.

4. Na komentarze odpisuje, bez względu na to, czy musi się pounosić na chmurze glorii i chwały, czy po kolana wleźć w błoto i gnojówkę.

5. Poza tym autorka jest kobietą do wzięcia, więc można składać propozycje matrymonialne, lecz należy się liczyć z jadowitą odmową, lub wyniesieniem na ołtarze tudzież opleceniem przez bluszcz ( też jadowity).

6. W przydomowym ogródku autorki hodują się: dzieci w ilości szt 2, płci obojga, kota - oficjalnie Felicja, na użytek domowy : Kocia_Dupa oraz pies, znaczy suka, rasy sznaucer mini, przez zaprzyjaźnionych zwana Tośką, obcy wołają do niej Antonina.

7. Poza tym przychówkiem (nie oszukujmy się, niemałym) w dorobku autorki jest również parę kutafonów, gnojków, chujków i innych robali toksycznych, ponieważ autorka ma wielką zdolność przyciągania wszelakiej maści debili, kretynów, pojebów i psycholi.

8. Najprawdopodobniej w stanie wolnym dotrwa do końca dni swoich, gdyż facet, z którym byłaby mogła spędzić życie nie istnieje, lub takie rzeczy tylko w Erze. A żaden inny nie będzie miał na tyle wyrozumiałości, cierpliwości i miłości, żeby z nią wytrzymać. Amen!

Katarzyna Ceregra
02-796 Warszawa
ul. Rosoła 11/5

Bank BZWBK 88 1090 1694 0000 0001 3031 6138



Memory

Datownik

Czerwiec 2017
P W Ś C P S N
« mar    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Tagi

MINIURLOPIK

 

Obiecywałam sobie, że jak dostanę kasę z US, to jedziemy z Olką nad morze. A jak się to zbiegnie z drugą transzą odszkodowania, to wtedy morze będzie ciepłe.
Nie zbiegło się, ale i tak było wspaniale!
Od razu kupiłam bilety tam i z powrotem, żeby nie było, że ważniejszego coś, że muszę, że przecież i albowiem.
Klamka zapadła. Znalazłam kwaterę nie przejmując się zbytnio warunkami. W końcu wyrko do spania, kibelek i prysznic wystarczy. W dupie mam kolory glazury, wisi mi kalafiorem wifi, byle do morza było blisko i nie łaziło po nas robactwo.
Kwaterka 35 od paszczy za dobę. Pasuje!
Autokar tam 100pln, pociąg tu 110 pln.
Urlop wyszarpany na czwartek i piątek oraz poniedziałek. JEDZIEMY!!!
Autokar owszem bezpieczny. Pasy, siedzenia kubełkowo wyprofilowane, stoliczki, klima, światełko, normalnie full wypas. Ale nie pośpisz! Ni chuja! Niewygodne jak ciul! Dotarłam połamana i modliłam się o częstsze postoje, żeby móc wyprostować kości. SKS psia mać!
Ale nic to, co postój byłam bliżej ukochanego morza, czułam je w powietrzu mocniej i mocniej.
Dotarłyśmy do Kołobrzegu o 7:05, do celu dostarczył nas mąż właścicielki pensjonatu, więc o 7:40 byłyśmy już bez bagaży na plaży i po kolana w morzu! Z takim uśmiechem na pysku, że cieszyłam się, że kąciki ust (przez obecność uszu) nie zbiegły mi się na czubku łba.
Przysięgam, że miałam chęć skakać, wrzeszczeć i tarzać się po plaży!!!!!!!!
Czekałam na to OSIEM cholernych lat!
I złożyłam przysięgę, że przynajmniej dwa razy w roku będę moczyć kopyta w morzu! BEZAPELACYJNIE!!!!! Żebym miała jechać z Olką na kartoflach z omastą!
Nażarłam się dorsza, ochlałam piwem i nawtykałam lodami i goframi!
Byłam w siedemset czterdziestym ósmym niebie!
I choć to tylko 4 dni nad morzem, to wróciłyśmy w charakterze egipskich księżniczek. Strzaskane na hebanik :D, Wypoczęte, zrelaksowane i szczęśliwe!!!!!!!!!!
Chociaż pociąg powrotny….ehhhh masakra. Tu nic się nie zmienia. TLK to nadal wagony dla bydła!

Spółdzielnia oczywiście złożyła odwołanie. Sąd zasadniczo ma 30 dni na zajęcie stanowiska, ale wiadomo, zajebani robotą po kokardę, więc może pociągnąć się i ze trzy miesiące.
Trudno, najwyżej będzie nas stać na dwa albo trzy last minuty w olekskluziwie, bo od września ceny zaczynają lecieć na łeb. I czas będzie na wyrobienie paszportu.
Nie ma tego złego!

Na razie tyram, czekam na szczęśliwe zakończenie sprawy ze spółdzielnią i na cholerne 500+ z wyrównaniem, bo kurwa mać jeszcze nie dostałam!
Pociesza mnie tylko myśl, że już coraz bliżej, bo koleżanka złożyła dokładnie 1 kwietnia i łaskawie wypłacili jej 1 lipca, więc może coś się ruszyło.
Jak wypłacą, to powtórzymy morze jeszcze raz :D

Trzymajcie kciuki, dawajcie na tacę, módlcie się albo odpierdzielcie indiański taniec :D

szczęście

GŁĘBOKA WODA

 

Nadszedł dzień sądu dla kretynki z którą pracuję.
W związku z tym, że pracuje tu już ponad 3 miesiące a nadal jest sakramenckim głąbem, postanowiłam ciepnąć delikwentkę na głęboką wodę.

Robota wcale nie jest trudna. Serio!
Przyjeżdża kierowca, zdaje dokumenty. Codziennie rano kseruję stronę z kajetu szefa i mam tam wpisane wszystkie kursy z dnia. I to tak prosto, że nawet kapucynka by podołała. Kierowca – firma zlecająca – miejsce docelowe – kwota frachtu.
Proste nie?

Biorę papiery od kierowcy z całego tygodnia. Ksero kajecika i odfajkowujemy. Jak nie jestem pewna, to w pocztę, folder „zlecenia” i lecę: adres załadunku, rozładunku, nazwy firm na roz i załadunku, data awizacji – i jestem w domu. Odfajkowuję, że dokumenty są.
W piątki szef drukuje faktury i zlecenia do nich i podrzuca. Poczta wychodzi we wtorki.
I nadal jest prosto, bo trzeba skompletować fakturę z dokumentami od kierowcy. Zeskanować, nazwać folder, sprawdzić na zleceniu adres korespondencji, wydrukować kopertkę, włożyć komplecik dokumentów do kopertki, wpisać na listę wysyłkową, ponumerować i zakleić.

I tak z każdym dokumentem i każdym kierowcą.
Kierowcy papierki zrzucają różnie, ale żeby się waliło i paliło na wtorek w południe dokumenty z całego tygodnia MUSZĄ być w firmie.

Owszem, zdarza się, że nie dojadą, bo nie było czasu, że szef w zamieszaniu nie wpisze jakiegoś kursu i nie wystawi FV, ale to też nie problem, bo w takim wypadku masz dokumenty, nie masz papierów, więc przypominasz szefowi i koniec.

Kretynka od 8 rano siedzi nad papierami. Jest 13:00.
Skompletowała dopiero 6 FV, a dokumentów i FV jest przynajmniej 23.
A kierowcy dopiero zaczynają się zjeżdżać na weekend.
W poniedziałek się posra, pogubi, usiądzie i zapłacze. A ja stanowczo nie zamierzam się wtrącać. Tłumaczyłam i pokazywałam co tydzień od trzech miesięcy.
Dziś od rana ilekroć mnie o coś pyta to odpowiadam, że jestem na urlopie w tropikach i mam wyłączony telefon.

50 minut spędziła nad dwoma kursami, od jednego klienta. Jeden z 7 czerwca a drugi z 8 czerwca.
I przysięgam, że siedziałam na rękach, żeby jej nie zabić.
Oczy błędne w pogoni za rozumem… Twarz kamienna, myśli żadne, i było słychać szum wiatru szalejącego pod czaszką…

Bo tak: dwa kursy. Jeden klient. Więc proste. Jeden dokument z 7-go, do tego zlecenie na 7-go i FV z identycznym nr zlecenia, to samo jeśli chodzi o kurs z 8-go.    P R O S T E!!!!!
Nad czym tu siedzieć 50 minut????

Gonię końcem… Zębami przytrzasnęłam resztki cierpliwości i zdrowego rozsądku. Nie wiem czy przy zdrowych zmysłach wytrwam do 16-tej.